...
RSS
środa, 26 listopada 2008
will it ever change?
Nudzą mnie już te opowieści, że w końcu wszystko się poukłada, że każda zmora znajdzie swego amatora, i że na pewno kiedyś będę szczęśliwa.

Nie wiem w którym momencie popełniam błędy, nie wiem co jest ze mną nie tak, ale wiem, że mam już tego serdecznie dość.

Bo ile można czekać? Ile można mieć nadzieję?
Ta podobno umiera ostatnia, ale we mnie chyba się coś ostatecznie wypaliło.
Z zazdrością patrzę na wszystkie szczęśliwe pary, i tak bardzo chciałabym być jedną z nich, kochać i być kochaną.

A może to jakaś kara?Tylko za co?

Nieparzystość zabija.



13:55, hollygolightly85
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 lipca 2007
Do dreams come true?
Nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawialiśmy, choć "znamy się" kilka miesięcy. Zawsze tylko ukradkowe spojrzenia, nieśmiałe uśmiechy, i brak odwagi, żeby podejść i poznać się naprawdę.
Zauroczenie paraliżuje.
W końcu spotkaliśmy się w najmniej oczekiwanych okolicznościach, właściwie wypatrzył mnie w tłumie. Podszedł i choć pierwsze sekundy były ogromnie stresujące potem rozmowa potoczyła się płynnie, jakbyśmy znali się co najmniej kilka lat. I nie zorientowałam się nawet, kiedy przeszedł do meritum sprawy- może dlatego, że tak bardzo chciałam to usłyszeć: że już dawno chciał mnie poznać, że mu się podobam i że...
Nie musiał kończyć, przytuliłam go mocno w tej samej chwili i poczułam, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
W tym momencie zadzwonił budzik, a senna rzeczywistość nadal pozostaje w sferze niezrealizowanych marzeń.
Szkoda, bo to był piękny sen.
A my nadal tylko się do siebie uśmiechamy.


18:59, hollygolightly85
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lipca 2007
the distance
Spotykamy się prawie codziennie. U mnie. U niego.
Rozmawiamy bez końca przy akompaniamencie romantycznych piosenek, wysyłamy troskliwe smsy zaczepne, gdy nie widzimy się dłużej niż kilka godzin. Porozumienie intelektualne 100% ponad normę. Ale to nie wystarczy.
Wygląd najwyraźniej ma jednak decydujące znaczenie, bo gdyby było inaczej z pewnością pocałowałby mnie-ba!wziął za rękę- już dawno.Okazji było wiele.
Ale między nami mimo ogromnej bliskości emocjonalnej wciąż duży dystans fizyczny.
Słowa i gesty podążają różnymi ścieżkami, choć wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinno być inaczej.
I nie wiem co znowu jest nie tak, wiem natomiast, że pierwszy raz w życiu tak bardzo mi na kimś zależy.
Tylko chyba już straciłam wiarę w to, że niektóre historie kończą się happy endem.

22:26, hollygolightly85
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 czerwca 2007
naivety.
Za każdym razem kiedy odzywa się do mnie po dłuższej przerwie mam nadzieję, że coś przełomowego stanie się w moim życiu. Że zrozumie (choć to chyba nie kwestia rozumienia) i powie to,  co zawsze chciałam usłyszeć.
Jedno słowo wystarczy.

Kiedyś spotykaliśmy się niemal codziennie: niekończące się rozmowy, długie spacery, wspólne seanse w kinie. Typowo. Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku, aż tu nagle pojawiła się "ona". I w jednej chwili mój świat przewrócił się do góry nogami.

Nasza znajomość przetrwała chyba tylko dlatego, że bardzo zależało mi, żeby nie utracić tego, co udało nam się zbudować. Więc udawałam, że wszystko jest w porządku.
Nie było.
Kolejne dwie nie zrobiły już na mnie takiego wrażenia, wydawało mi się, że oswoiłam się z myślą, że po prostu zostaniemy przyjaciółmi.
Ale za każdym razem ,w tak zwanym "międzyczasie", moje nadzieje rozbudzały się na nowo, chociaż wiedziałam, że to kompletnie beznadziejne.

I kilka dni temu znowu telefon, znowu przemiłe spotkanie, znowu 4 godziny minęły nie wiem kiedy.Wyglądał świetnie, przez moment było jak dawniej.
I znowu pomyślałam, że może jednak....?

Głupia.

00:16, hollygolightly85
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 czerwca 2007
know-how
Podobno każda nieszczęśliwie zakochana kobieta chociaż raz o tym pomyślała:
żeby jemu się coś stało.
Jakiś niegroźny wypadek czy choroba i z tego powodu obowiązkowe kilka dni w szpitalu.

I ona mogłaby wtedy do niego przychodzić, przesiadywać godzinami przy jego łóżku, trzymać za rękę i wspierać w najtrudniejszych chwilach.
A on byłby jej za to ogromnie wdzięczny, i wreszcie dostrzegłby, że ma u boku wspaniałą kobietę.
A potem to już wiadomo.

I co wy na to, Panowie?



17:38, hollygolightly85
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 maja 2007
do you think it could work?
ona śmiertelnie zakochana, świata poza nim nie widzi, twierdzi, że to facet z którym chciałaby spędzić resztę życia.
on uważa, że jest wspaniałą dziewczyną, ale nie trakuje jej poważnie. nie wyobraża sobie, że mogliby zbudować trwały związek, bo wie, że to nie jest dziewczyna dla niego. takie rzeczy podobno się czuje.

obiektywnie do siebie nie pasują.

ona cierpi, on oczywiście nic nie wie. historia stara jak świat.
i ja zawsze wtedy zastanawiam się, dlaczego to wszystko musi być takie trudne.
kiedyś jak byłam mała wymyśliłam taki schemat idealny, lekarstwo na wszystkie historie bez happy endu: jeśli ktoś się w Tobie zakochuje,Ty od razu odwzajemniasz jego uczucie.

mogłoby być pięknie.
czasem.


17:36, hollygolightly85
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 maja 2007
chat me up.
temat wykonania "pierwszego kroku" został już chyba wyczerpany. kiedyś to było nie do pomyślenia, żeby inicjatywa wyszła od kobiety, teraz- skoro mamy równouprawnienie- to we wszystkim.
tylko ja zupełnie nie potrafię.
i to nawet nie jest kwestia jakichś zasad, czy romantycznej natury,  ale po prostu zupełnie nie wyobrażam sobie jak by to miało wyglądać.
z drugiej strony nie pierwszy raz mam wrażenie, że być może mi coś umyka- w końcu mężczyźni też bywają w tych sprawach nieśmiali i nieporadni, a w dodatku mam do takich wyjątkowe szczęście.
i nie piszę o tym bez powodu, bo oto przede mną kolejna szansa, której naprawdę nie chcę zmarnować. chociaż jak tak dalej pójdzie, skończy się jak zwykle, czyli ja nic nie zrobię, a on jest nieśmiały i nasze drogi nigdy się nie spotkają.

pytanie tylko: czy ta nieśmiałość to aby nie maska, za którą najzwyczajniej w świecie kryje się brak zainteresowania?
...?




23:15, hollygolightly85
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 kwietnia 2007
i'm loving it.
święta to czas spotkań rodzinnych, głównie przy stole, a co za tym idzie- czas intensywnych rozmów.
i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że dziwnym trafem, kiedy przegadane zostaną już wszystkie kwestie społeczno- polityczne naszego kraju, zawsze w następnej kolejności poruszane są tematy rodzinne. jednym słowem młodzi  zostają przepytani na okoliczność związków i ewentualnych ślubów.
ja rozumiem, że kiedyś niezamężna dziewczyna w wieku 22 lat to była stara panna, ale czasy naprawdę się zmieniły.
a babcie, ciocie i wujkowie swoje.
dobrze, że nie jestem pierwsza w kolejce..;)


09:44, hollygolightly85
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 marca 2007
od drugiego wejrzenia.
podobno taka jestem. od drugiego wejrzenia.
panowie, przyznajcie się: ile razy daliście kobiecie drugą i kolejną szansę?

14:22, hollygolightly85
Link Komentarze (2) »
what's your choice?
nie żebym była wybredna, ale ostatnio jestem na takim etapie, że nikt mi się nie podoba.
nie chodzi oczywiście o wygląd zewnętrzny. raczej o pożądany zestaw cech, które pozwoliłyby mi choć przez chwilę pomyśleć o jakimś mężczyźnie jako o przyszłym partnerze.

niech mnie oczaruje gestem, słowem, spojrzeniem.
niech ujmie mnie swoim zachowaniem.
niech pojawi się w mojej głowie myśl: to jest fantastyczny człowiek.

mam mnóstwo fajnych kolegów, ale dziwnym trafem o żadnym z nich nie myślę w kategoriach damsko- męskich, a jak się zastanawiam, to właściwie nie wiem dlaczego.
po prostu nie.
a zaraz potem przychodzi taka refleksja, że potrzebne jest to "coś"...
nie wiem jak do was, ale do mnie ta teoria przemawia.




13:19, hollygolightly85
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2